Dlaczego wiosna jest odpowiednim momentem na zmianę swojego życia?

- Brak komentarzy

Przychodzi moment, kiedy człowiekowi zaczyna się nudzić. Po prostu krew Cię zalewa od wewnątrz, masz poczucie marnacji swojego czasu, a wszystko co robisz wydaje się być pozbawione głębszego sensu. Człowiek zaczyna, tak zwyczajnie po chłopsku, analizować swoje dotychczasowe życie. Okazuje się, że poza projektem X, wypiciu dziesięciu piw na raz i zaliczeniu całej sesji w zerówkach, nie ma nic czym mógłby się pochwalić.

Wtedy stajemy przed trudnym wyborem: leki usypiające czy siekiera z warsztatu dziadka. Pracujesz całe życie na coś, a później się okazuje, że tego czegoś nie ma. I weź człowieku bądź mądry. Wiecie jaka jest złota rada na sytuację jak ta? Głęboki, bardzo głęboki oddech, chwila spokoju. Potem musisz się zastanowić, czy to faktycznie fakty czy trochę się zagalopowałeś i mocno wyolbrzymiłeś swoją sytuację.

Jestem pewna, że w większości przypadków, to drugie zdecydowanie przeważa. Może to nazbyt optymistyczne co teraz powiem, ale nie ma przypadków beznadziejnych. A moja dusza niczym Paulo Coelho podpowiada mi, że wystarczy odrobina talentu i duże pokłady pracy i cierpliwość a nawet skazanemu na Shawshank można jakoś pomóc. Ba, można z niego zrobić Bill’a Gates’a (ok,ok, poniosło mnie).

 

 

Z mojego krótkiego doświadczenia, ale jakże żywotnego i bogatego wiem, że zmiany powinno się zaczynać od razu. Na zasadzie: chcę zmienić kierunek studiów. Intensywnie rozpisuję analizę za i przeciw, a następnego dnia niosę papierek o zapisaniu się na listę do nowego życia. Odkładanie, przekładanie i zbytnie dzielenie włosa na czworo jest zjadaczem naszego czasu. Skoro pojawił się taki impuls, który w dodatku już w pierwszej fazie nie potrzebował analizy, jest najprawdopodobniej tym właściwym. Uprzedzając Wasze pytanie – owszem, jestem kąpany w gorącej wodzie – ale z rozmów z różnymi, naprawdę różnymi ludźmi okazje się, że nie tylko ja tak mam.

Kiedy jest najlepszy czas na zmiany?

Zawsze jest odpowiedni. Nie ma przedziału, mówiącego, że tylko od 15 stycznie do 3 marca możemy zmieniać swoje życie na lepsze, a przez resztę roku mamy cierpieć katusze w swoim marnym żywocie. Nie. To może być dziś, jutro, za miesiąc albo za trzy lata – z tym, że jeżeli masz taką potrzebę to wiedz, że im szybciej to zrobisz tym lepiej.

Mimo to, gdybym miała wybierać moment, w którym zmieniłabym wszystko o 180 stopni to wybrałabym wiosnę. Dlaczego? Bo nastawia nas pozytywnie do świata. Umęczeni zimową aurą, mrozem i milionem warstw ubrań nagle czujemy słońce, słyszymy śpiew ptaków, widzimy kwitnące drzewa. Cały świat staje się piękniejszy! Dzięki promieniom, dostajemy dodatkową dawkę witaminy D3 a nasze ciało wytwarza endorfiny niczym po zjedzeniu tabliczki czekolady ale bez uszczerbku na naszej figurze. Na twarzach nagle pojawiają się nieśmiałe uśmiechy, ulice za sprawą wiosennych ubrań przeobrażają się w kolorową tęczę i w ogóle jest tak super fajnie i cudownie.

 

 

Nie macie wrażenia, że to wtedy ludzie podejmują najwięcej ważnych decyzji i przede wszystkim RYZYKUJĄ (a później piją szampana). Wszystko zaczyna się w naszej głowie, a jeżeli uparcie w coś wierzymy nie ma opcji, żeby nam nie wyszło. Wszelkiego rodzaju potyczki to tylko małe przeszkody na naszej drodze do sukcesu. Przecież od małego wpajano nam, że nie ma rzeczy nie możliwych, są tylko trudne do zrealizowania. Czegoś więcej nam potrzeba? Jedynie odwagi.

Tym optymistycznym akcentem, tego jakże przepełnionego optymizmem i radością tekstu, życzę Wam właśnie ODWAGI w dążeniu do wymierzonych celów.

Mela

Ps. Chyba ja też zamieniam się w Paulo Coelho.

Napisz komentarz