Co zrobić, kiedy Twój współlokator okazuje się świrem?

- Brak komentarzy
Portrait of ugly bearded young man in checkered shirt grimacing over black background
Portrait of ugly bearded young man in checkered shirt grimacing over black background

Jesteśmy gotowi, idziemy na studia! Wszystko zorganizowane, uczelnia zlokalizowana, panie w dziekanacie zapoznane, mieszkanie wynajęte. Jesteś pełen ekscytacji, odliczasz dni do wyjazdu. W końcu nadchodzi upragniony dzień, przeprowadzasz się do swojego nowego mieszkania. Poznajesz nowych współlokatorów, pijecie razem winko, każdy sprząta po sobie. Wydaje się być idealnie. Do czasu.

Pierwsze miesiące są super. Wszyscy są dla siebie mili i bezkonfliktowi. Wieczorami robicie wspólną kolacje, plotkujecie i rozmawiacie o grze w CS’a. Każdy jest szczęśliwy, hulaj dusza, piekła nie ma. Po jakimś czasie okazuje się jednak, że Twoi współlokatorzy zaczynają przypominać bardziej orangutany z epoki kamienia łupanego, niż dobrze wychowanego, młodego człowieka. Niepozmywane naczynia kwitnące w zlewie, niczym chwasty w ogródku; prywatne bagienko w przedpokoju czy serowe skarpetki w łazience – stają się Twoją codziennością. Uprzejme iluzje, a nawet dobitne uwagi przestają przynosić jakikolwiek skutek. Najchętniej spakowałbyś walizki i wrócił na garnuszek do mamusi, ale umowa podpisana, kaucja wpłacona, nie ma opcji. Twoja głowa zaczyna eksplodować, a myśli układają się w paniczne pytanie: CO JA MAM ZROBIĆ?!

1.

,,Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”, czy jakoś tak. Zorganizuj swoją własną przestrzeń w pokoju i pamiętaj o zamykaniu go na klucz. Tam możesz sprzątać trzy razy dziennie, ale w kuchni nawet nie próbuj. Może Twoi współlokatorzy pójdą po rozum do głowy i sprzątną. Musisz się uzbroić w cierpliwość i najlepiej w maskę przeciwgazową. Dogadaj się ze znajomymi, żeby za dobre winko udostępnili Ci swoją czystą łazienkę a do siebie wracaj tylko w sytuacjach kryzysowych. Staraj się jednak omijać to miejsce, najczęściej jak się da. Wytrzymaj miesiąc, jeżeli po tym czasie, sytuacja się nie zmieni, a w zlewie zacznie rosnąć jakiś dziwny stwór, przejdź do punku numer dwa…

 

giphy

2.

Nie ma wyjścia, dzwoń do właściciela. Trudno, musisz się liczyć z linczem społecznym ale cóż, sprawa przybrała niebezpieczny zwrot akcji. Zadzwoń do osoby, do której należy mieszkanie i powiedz jak wygląda sytuacja. Wyjaśnij mu, że Ty także jesteś lokatorem i chciałbyś w nim odpocząć i zrelaksować się, a nie myśleć o tym, czy korzystając z łazienki nie złapiesz syfilisa. Jeżeli właściciel okaże się normalnym gościem, powinien zareagować na sytuację w trybie natychmiastowym. W końcu to jego mieszkanie. Pewnie skutkiem będą obrażeni współlokatorzy, ale spójrz prawdzie w oczy – i tak z nimi nie rozmawiałeś. Załóż sobie kalendarzyk, w którym będziesz odliczał dni do końca umowy i po woli szukaj kawalerki…

5

3.

Niestety, jest też taka opcja, że właścicielem mieszkania okaże się taki sam gatunek, jak Twoi towarzysze zza ściany. No cóż, pozostało mi tylko Ci współczuć. Nie masz już zbyt dużego wyboru, musisz to zignorować. Zapisz się na jogę, która pomoże Ci wyłączyć myśli, a podczas egzystencji w mieszkaniu, wyobrażaj sobie pachnącą łąkę nad jeziorem, albo zapach koszonej trawy. Zapisz się na dodatkowe zajęcia po wykładach, lub znajdź pracę. W ten sposób ograniczysz przebywanie w tym miejscu do minimum.

 

4

4.

Co wtedy, kiedy złośliwość, właściciel ani nawet ignorancja nie pomaga? Nie chcę Cię straszyć, ALE BIERZ NOGI ZA PAS I UCIEKAJ NAJDALEJ JAK SIĘ DA. Pal licho kaucje i umowy, skontaktuj się z kimś kto wie, na jakich zasadach możesz ją zerwać i wyprowadź się. Podejrzewam, że cała sytuacja odciśnie na Tobie piętno, więc proponuję poszukać niedrogiej kawalerki, w której umyta podłoga, będzie kwestią zależną tylko od Ciebie.

 

8

 

Nie zniechęcaj się. Zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja do najprzyjemniejszych nie należy, a Ty bezustannie myślisz o powrocie do domu, ale oddychaj spokojnie. Takie sytuacje się zdarzają, jednak można je policzyć na palcach jednej ręki. To nie jest tak, że wszyscy współlokatorzy tacy są. Ty przecież też nim jesteś, a szanujesz wspólną przestrzeń. Następnym razem trochę lepiej sprawdź z kim masz zamiar zamieszkać. Popytaj wśród znajomych, może ktoś z nich potrzebuje mieszkania, albo pokoju do wynajęcia i moglibyście poszukać czegoś razem? Mam wrażenie, że z osobami, które się już zna, łatwiej się dogadać i ustalić jakieś zasady. Chociaż pewnie i wtedy,  zdarzają się sytuacje takie jak te. Nie ma na to żadnego sposobu, ani reguły. Czasami po prostu tak bywa. Moja rada jest taka: weź głęboki oddech i zapomnij o tym, co się wydarzyło.

 

 

Napisz komentarz