Jak nie przytyć na studiach?

- Brak komentarzy

 

Young and Beautiful girl writes a salad recipe from the laptop . She is in home in home kitchen

Studia, a przynajmniej ich pierwsze lata, sprawiają, że ludzie tyją. Na wstępie chciałabym dodać, że  nie dotyczy to wszystkich – ale większości, w tym mnie. Początkowo starałam się jeść regularnie, ale wszystko poszło w odstawkę, kiedy zmęczona i głodna wracałam do mieszkania, w którym nie czekał na mnie gorący obiad a sterta naczyń do zmywania. Wtedy to niby przypadkiem, niby nieświadomie kierowałam się do najpopularniejszych restauracji w naszym kraju, czyli budek z kebabami, KFC czy pizzerii. Uwielbiam niezdrowe żarcie. Wiem, że w środku jednego kotleta znajduje się więcej chemii niż produktów, ale i tak je kocham  i mogłabym je jeść bez końca. Moja kieszeń na tym bardzo nie ucierpiała, ponieważ zamiast porządnych zakupów, kupowałam ,,obiad” za taką samą cenę. O ile mój budżet tego nie odczuł, to moja figura bardzo. Zdałam sobie sprawę, że muszę wymienić większość garderoby, gdyż stare rzeczy już na mnie nie pasują. Czułam się ciężko, źle i mało atrakcyjnie ( co w przypadku kobiet, jest największą karą). Pewnego słonecznego dnia, kiedy pokonywałam schodki prowadzące do mojego mieszkania z zadyszką, niczym po przebiegnięciu maratonu, dotarło do mnie, że JESTEM GRUBA.

Zdałam sobie sprawę, że taki styl życia do niczego nie prowadzi. Żałuję tylko, że tak późno na to wpadłam, dlatego  podzielę się z wami moimi przemyśleniami, żebyście chociaż wy uczyli się na cudzych błędach.

1. Nie zaczynaj od poniedziałku. Tak, wiem, to początek tygodnia, ale po co czekać? Skoro we wtorek podejmujesz decyzję o zmianie diety, nie czekaj kilku dni. Co to w ogóle za argument? Właśnie dlatego, że ludzie zaczynają od tego dnia, większość diet nie wychodzi, ponieważ zanim dojdziemy do startu, to zdążymy się skutecznie zniechęcić przez sam okres oczekiwania… Zacznij od dziś, nawet jeżeli właśnie zjadłeś pięć tabliczek czekolady i dwa litry coli! Bez dyskusji!

2. Jedzenie od mamy nie zepsuje się w jeden dzień. Początkowo wszystko starałam się zjeść jak najszybciej, bo bałam się, że następnego dnia może być już nieprzydatne do zjedzenia. Spokojnie, większość posiłków wytrzyma dwa, trzy dni. Resztę możesz zamrozić i wyjąć wtedy, kiedy będziesz miał ochotę. Możesz też poprosić mamę o mniejsze porcje, gdyż najzwyczajniej w świecie nie wyrabiasz się w ich jedzeniu…

1

3. Przerwa między zajęciami nie oznacza przerwy obiadowej. Jasne, możesz coś zjeść między wykładami, ale postaraj się zamienić to w formę przekąski: marchewka, jabłko, kalafior? Cokolwiek, byle nie schabowy z ziemniakami x 5.

4. Staraj się unikać jedzenia w nocy. Prawda stara jak świat, wszyscy o niej wiedzą, ale podczas studiów to jedna z najtrudniejszych rzeczy do wykonania. Scenariusz wygląda mniej więcej tak: po uczelni bierzesz szybki prysznic i biegniesz do znajomych na domówkę. Tam decydujecie, że chcielibyście trochę potańczyć, więc idziecie do klubu. Wracasz do domu około godziny 4. Cały wieczór jest mocno zakrapiany alkoholem, więc masz poczucie sytości. W końcu dopada Cię wilczy głód. Wtedy idziemy na stację benzynową po hot doga, albo zjadamy pół lodówki. Wiem, rozumiem, to jest naprawdę trudne do wykonania. Postaraj się zatem przed wyjściem z domu zjeść pełnowartościowy posiłek. Jajecznica, omlet, kawałek ryby. Cokolwiek, co pomogłoby Ci przetrwać długą noc.

5. Cheat day. Każdy zasługuje na chwilę szaleństwa. Kebaby, frytki, pizze są przecież dla ludzi. Jednak muszą być ściśle kontrolowane i powinny być wybrykiem, nie codziennością. Dlatego, kiedy już umówicie się ze znajomymi na pizzę nie udawaj Anny Lewandowskiej, tylko zjedz kawałek.

6. Rób jedzenie w domu. Dzięki temu, udało mi się pozbyć niepotrzebnego balastu. Może Ci się to na początku wydawać trochę kłopotliwie, ale wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. W ten sposób, będziesz miał pełną kontrolę nad tym co jesz.

4

7. Zawsze mniej w torbie/plecaku małe co nieco. Może to być jogurt naturalny, pestki słonecznika albo rafle ryżowe. Dzięki temu zamiast Snickersa zjesz coś o wiele bardziej pożywnego i zdrowego.

8. Rozumiem, że imprezowanie to stały punkt wpisany w ideę studiowania, ale w sumie można bawić się bez alkoholu, który ma biliony pustych kalorii, zwalnia metabolizm, organizm regeneruje się aż do tygodnia i ma się obrzydliwego kaca… (Hm, tak. Sama w to nie wierzę).

9. Brakuje Ci motywacji? W takim razie, polecam rozrośnięcie się do rozmiarów nie kwalifikujących się normalnych standardów. Widok w lustrze sam motywuje. Sprawdzone, wypróbowane.

5

10. W tym całym odchudzaniu chyba chodzi o to, żeby zachować zdrowy rozsądek. Dbać o aktywność fizyczną, unikać niezdrowych produktów, pić dużo wody, nie przejadać się… To nie mają być drakońskie diety – tylko racjonalne myślenie. Moje nowe motto wiszące na lodówce: – Jedz na co masz ochotę. Tylko włącz wtedy myślenie, dziewczyno!

Trzymam kciuki,

Mela

 

Napisz komentarz