O tym, dlaczego jechać na wymianę studencką

- Brak komentarzy

studying abroad, 3D rendering, blue street sign

Lubimy naszą strefę komfortu. Jest nam w niej wygodnie, przytulnie i bezpiecznie. Po co zmieniać coś, co nam odpowiada? Ano, po to, że jak nam jest za dobrze, to też niedobrze. Zbyt długie trwanie w jednym punkcie nas rozleniwia i nudzi. Dzięki nowym rzeczom jesteśmy w stanie się czegoś nauczyć, a przede wszystkim odkryć nasze cechy charakteru i osobowości, które wcześniej chowały się gdzieś głęboko.

Na drugim roku studiów, kiedy zdążyłam się zaaklimatyzować i poczułam, że jest mi dobrze, znalazłam ofertę wyjazdu na wymianę studencką. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona. Zawsze chciałam wyjechać na studia do innego kraju, żeby podszkolić język, poznać nowych ludzi i zasmakować uczelni za granicą, ale kiedy pomysł był na wyciągnięcie ręki, nie byłam zdecydowana. Wtedy pomogła mi koleżanka, która zadecydowała za nas dwie – jedziemy, co ma być to będzie. W momencie, kiedy postanowiłam, że jadę, zaczęły się schodki. Najpierw trzeba było załatwić tonę formalności, które wiązały się z bieganiem od dziekanatu do biura ds. wymian studenckich. W międzyczasie ktoś zgubił moje dokumenty, kraj, który wybrałyśmy okazał się niedostępny a wykładowcy robili problemy ze względu na ich przedmioty. Nie poddałam się jednak i uzupełniałam nowe aplikacje, żeby doprowadzić sprawę do końca. Wyszłam z założenia, że gdyby się nie udało, to chociaż próbowałam. Moje starania ostatecznie przyniosły pożądany efekt, a ja dostałam odpowiedź z zagranicznej uczelni, że zostałam przyjęta. Moja radość nie miała końca. Na okrągło czytałam artykuły o państwie do którego się wybieram, przeglądałam oferty akademików i zdjęcia ludzi, którzy byli w tym samym miejscu. Ostatnim etapem był egzamin językowy, który okazał się formalnością. Kupiłam bilet na samolot i na początku września miałam lecieć na pół roku do Finlandii.

girl hitchhiking on his journey - people, holiday and lifestyle concept

Z wymiany wróciłam już dwa lata temu, ale do tej pory, kiedy wspominam ten okres, pojawia mi się uśmiech na twarzy. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że była to jedna z lepszych decyzji jakie podjęłam. Stres, który początkowo mi towarzyszył zniknął w mgnieniu oka, a ja wróciłam bogatsza o nowe doświadczenia. Pamiętam doskonale moment, kiedy wysiadłam z samolotu na lotnisku w Turku. Padał zimny deszcz, cały obiekt wyglądał jak wielkie, opuszczone pole. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy pomyślałam, ze podjęłam złą decyzję. Wymiany studenckie mają to do siebie, że osoby je organizujące robią wszystko, aby student z obcego kraju mógł szybko się zaaklimatyzować. Każdy dostaje swojego opiekuna, który odbiera z lotniska, pokazuje gdzie mieści się uczelnia, zawozi do mieszkania i pomaga w organizacji m.in. biletu na komunikacje miejską, legitymacji itd. Z reguły, przed rozpoczęciem roku akademickiego, uczelnia prowadzi tzw. kursy zapoznawcze, na których przedstawiane są studentom najistotniejsze rzeczy, dlatego warto wyjechać tydzień wcześniej, żeby w nich uczestniczyć. To też dobry moment, żeby na spokojnie rozejrzeć się po mieście, w którym będziemy mieszkać.

Po powrocie zrobiłam listę rozrachunków, co osiągnęłam przez ten krótki wyjazd. Wiecie do jakich wniosków doszłam? Nauczyłam się języka. Dowiedziałam się jak to jest móc rozmawiać , bez dokładnego analizowania składni, czasu i słówek. Chodziło to, żeby się dogadać, a reszta przyszła z czasem. Sama. Do mojego słownika, wpadło mnóstwo nowych słówek, o których zapomniałam, albo o istnieniu nie wiedziałam. Rozmowa z Hiszpanem przestała być dla mnie stresująca, ponieważ bez problemów byłam w stanie powiedzieć o co mi chodzi. Nawet jeżeli popełniłam błąd, to nikt nie zwracał na niego uwagi. Ewentualnie się pośmialiśmy i tyle. Prawda jest taka – nigdzie nie nauczysz się języka ta dobrze, jak za granicą.

junge frau mit globus am meer

Wyjazd na Erasmusa, był moim pierwszym wyjazdem za granicę. Wiecie, pierwszy lot samolotem, obce ziemie, inni ludzie… To przysparzało mi jeszcze więcej stresu i niepewności, ale dałam radę. Okazało się, że nie taki wilk straszny, jak go malują. A ja dostałam + 100 do samodzielności. Załatwiłam sobie mieszkanie (do akademika spóźniłam się z podaniem), zaliczyłam rok, odnalazłam się w obcym kraju, czego chcieć więcej? Z perspektywy czasu, śmiem nieskromnie twierdzić, że gdzie by mnie życie nie wyrzuciło – jestem w stanie się odnaleźć. Do tego punktu mogę też podpiąć poprawę pewności siebie. My, Polacy, mamy tendencję do niedoceniania siebie samych. Też tak miałam, ale po wyjeździe stwierdziłam, że w żadnym stopniu nie jesteśmy gorsi od ludzi, zamieszkujących, np. tereny po drugiej stronie oceanu. Są dokładnie tacy jak my, tak samo kreatywni, tak samo ambitni i tak samo żądni nowych przygód.

Po tym wyjeździe, odkryłam moją naturę podróżnika. Okazało się, że podróże faktycznie kształcą.  Po powrocie do Polski zobaczyłam kilka innych krajów w przeciągu dwóch lat. Zwiedzanie miejsc, nie jest wcale tak drogie jak myślałam, wystarczy chwila czasu na dokładne zaplanowanie wyjazdu. Wymiana studencka otwiera Ci oczy na cały świat i wszczepia zalążek ciekawości, jak jest w innym miejscu na świecie.  Każdy kraj posiada inną historię, miejsca do zobaczenia. Dzięki temu, stajesz się dużo bardziej otwarty na inne kultury. Przestają one być czymś ,,niezwykłym”,a są po prostu normalne.

Jedną z przyjemniejszych zalet są na pewno ludzie. Nie wiem dlaczego, ale studenci na wyjazdach są inni, mniej skrępowani, bardziej otwarci? Podczas wymiany, nawet jeżeli bardzo byś nie chciał, i tak kogoś poznasz. Organizowane są spotkania, eventy, wyjazdy zrzeszające ze sobą studentów. Dzięki temu, masz możliwość poznania wielu osób, a kto wie, może część z nich okaże się Twoimi najlepszymi przyjaciółmi? Poza tym, po powrocie warto zapisać sobie w notatniku kontakty. Nie wiadomo, kiedy mogą się przydać.

Podsumowując, wymiana studencka to przede wszystkim dobra zabawa! Musicie być w stu procentach pewni, że na pewno tego chcecie i jesteście gotowi. Nie każdy lubi tego typu rozrywki, inni wolą zacząć wcześniejszy staż, jeszcze inni nie lubią podróżować. Jeżeli jednak marzyliście od tym od dawna, ale nie jesteście pewni, czy na pewno się tam odnajdziecie, to podpowiem wam. TAK, TAK, TAK. Sama się długo zastanawiałam, szukałam wymówek. A teraz też szukam, ale pretekstów, żeby jechać. Kto wam da możliwość studiowania za granicą, nie tracąc przy tym studiów i płacąc stypendium? Taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć. Tak więc, motywuję was do działania, moi mili. Wymiany studenckie są super!

Napisz komentarz