Studenckie prawdy

- Brak komentarzy

814958

 

Noo, kochani. Z przykrością chciałabym was poinformować, że dokładnie za 10 dni wracamy na studia! Część z nas już szlocha w poduszkę, inna część skacze po sufit z radości, inna odetchnie z ulgą, gdyż w końcu odpocznie, a jeszcze inna będzie miała to totalnie w nosie. Podejście do studiowania mamy różne, co jest bardzo fajne, gdyż obserwując czy rozmawiając ze znajomymi i ich znajomymi, zaskakuje mnie, jak dużo plusów, newsów czy zagwozdek może mieć studiowanie.  Tak więc, pomyślałam sobie, że żeby trochę załagodzić wam zimny, brutalny i krwawy powrót na studenckie śmieci, powiem wam, czego możecie spodziewać się na każdym uniwersytecie, bez względu na miasto, w którym się znajduje.

1. Panie w dziekanacie to połączenie profesora Dumbledore’a i Lorda Vader’a. Wszystkowiedzące, nieomylne królowe całej posesji uczelnianej. Jeżeli myślałeś, że Twój tok nauczania i wyniki zależą od Ciebie, to się bardzo, baaardzo pomyliłeś. To one zdecydują, czy zaliczysz rok, jakie przedmioty dodatkowe wybierzesz, czy będziesz miał warunek i czy zwolnią Cię z sesji egzaminacyjnej bo złamałeś nogę i praktycznie nie ruszasz się z domu.

Rada: bądź zawsze uśmiechnięty, uprzejmy, nie narzucaj się i pod żadnym pozorem nie wykłócaj się, nawet jeżeli jesteś pewien, że masz rację. Najprawdopodobniej to i tak nic nie zmieni.

 

2. Wykładowcę trzeba wyczuć. Tyle ile ludzi na świecie, tyle wykładowców. Jeden wymaga więcej, inny mniej, jeszcze kolejny jest bardziej cool niż pozostali. Podobnie z ludźmi, nie dogadamy się z każdym, choćbyśmy, nie wiem jak bardzo, tego chcieli. Po prostu się nie da. Podobnie jest z wykładowcami.

Rada: Pamiętaj, że wykładowca to też człowiek. Może mieć gorszy dzień, być chory albo po prostu nie mieć humoru. Weź to pod uwagę, kiedy potraktuje Cię niesprawiedliwie. Daj mu dzień i przyjdź następnym razem, kiedy Twoje emocje opadną i na spokojnie przedstaw swój punkt widzenia. Może okaże się, że nie taki wilk straszny, jak go malują…

 

fotolia_101485686_subscription_monthly_m

 

3. Jest jedna prawdziwa prawda, która już bardziej prawdziwa być nie może. Kawa z automatów jest obrzydliwa i nie warta tych symbolicznych 2 złotych. Ten płyn, to mieszanka szamponu, proszku do prania i jakiejś dziwnej, niezidentyfikowanej substancji. Bleh, na samą myśl mi niedobrze.

Rada: Na szczęście w większości uniwersytetów oprócz wyżej wspomnianych urządzeń, są małe kafejki, które oferują NORMALNE napoje. Warto wydać kilka złotych więcej, ale przynajmniej napić się czegoś, co się do picia nadaje. Dobrym wyjściem, jest zaopatrzenie się w termos do kawy (których jest teraz mnóstwo w różnych kształtach i kolorach, no ogólnie piękna sprawa) i robienie sobie kawy w domu. Sprawdzona, taka jak lubicie i zdecydowanie najtańsza.

 

4. Wyobraź sobie, że Twój wypad na uczelnię, jest jak wyprawa w nieznane, a Ty możesz ze sobą zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy, gdyż ten ciężar będziesz dźwigać ze sobą cały dzień!

Rada: Ogranicz się do jednego zeszytu i jednego długopisu. Nie jesteś już w podstawówce, nikt zeszytów sprawdzać nie będzie, więc jak będziesz miał wszystkie wykłady w jednym zeszycie to będzie ci łatwiej, uwierz. Resztę miejsca w plecaku wypełnij jedzeniem, lepiej na tym wyjdziesz.

 

5. Nawiązując do wcześniejszego punktu, możesz zagospodarować kawałek miejsca na jakąś fajną książkę. Nic tak nie potrafi umilić czasu jak przygody Kubusia Puchatka na beznadziejnie nudnym i beznadziejnie długim okienku, między wykładami.

Rada: Jak za ciężka książka, to zainwestuj w e-booka. Zawsze z Tobą, bez względu gdzie jesteś.

 

English School Teacher

 

6. Wiecie jak to jest, jak Cię widzą tak Cię piszą. Pierwsze wrażenie jest super ważne. Każdy z nas potrzebuje kilku sekund, żeby kogoś polubić – albo wręcz przeciwnie. Podobnie sytuacja wygląda na uczelni. Zarówno wśród nowych znajomych, tak i u wykładowców, pań sprzątających czy tych w dziekanacie.

Rada: bądź uprzejmy i uśmiechaj się, uśmiech jest dobry na wszystko.

 

7. Zasada: No stress. Wiem, że studia potrafią być skomplikowane i przyprawić o ból głowy. Tu jakieś punkty ECTS trzeba liczyć, tu biegać za wykładowcą bo oceny nie wpisał, tu zapisać na jakiś wykład dodatkowy, tu jeszcze coś, a tam jeszcze trzeba jedno i później jeszcze drugie! Lista rzeczy, które trzeba zrobić jest oszałamiająco długa. Po 4 latach studiowania, stwierdzam, że to się nie opłaca. Po co stresować się czymś, co nie jest zależne ode mnie? Przecież nerwowe obgryzanie paznokci mi nie pomoże, wpłynie to jakkolwiek na efekt pożądany? Nie. No właśnie. Nie lepiej zsumować punkty na spokojnie przy lampce wina, sprawdzić, kiedy powinien być wykładowca, spróbować się z nim jakoś skontaktować? Na spokojnie. Pamiętajcie, nasze pokolenie i tak będzie żyć krócej, bez sensu jest zabieranie sobie dodatkowych lat. Tak więc, spocznij.

Rada: Noś w torebce melisę.

Pozdrawiam,

Mela

Napisz komentarz